poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 24 - "Kolejne spotkanie z koleżanką"

Aleksander kroczył po pomieszczeniu zdenerwowany. Minęła już godzina od ich umówionego czasu spotkania, a po Emilce wciąż nie było śladu. Jako że nie był to pierwszy raz, gdy się spóźniała, jego początkowa wściekłość była teraz ledwie frustracją. Pewnie znowu zagadała się z koleżanką. Mężczyzna miał tylko nadzieję, że któregoś dnia zrozumie, jak ważny był jej trening.
Po kolejnych kilkunastu minutach nie wytrzymał. Warknął cicho pod nosem i szybkim, zdecydowanym krokiem ruszył do gabinetu Niny.
- Emilia znowu jest spóźniona! - Rzucił od progu, błyskając gniewnym spojrzeniem. Alfa powoli podniosła głowę i spojrzała na niego spokojnie.
- Może ma ku temu powód? - Zapytała opanowanym głosem.
- Kolejne spotkanie z koleżanką? Też mi powód! - Warknął na to Aleks.
- Odnoszę wrażenie, że już rozmawialiśmy na ten temat. Kontakty z normalnym, ludzkim światem są dla niej ważne, szczególnie przez pierwsze miesiące po przemianie. Powinieneś zdawać sobie z tego sprawę. - Wilkołak wydał z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk wyrażający lekką dezaprobatę przemieszaną ze zrozumieniem.
- Poza tym... - Kontynuowała Nina. - Jesteś pewien, że to jej koleżanka jest powodem?
- A co innego?
- Może nic. Ale skoro nie dała jeszcze żadnego znaku, że się spóźni aż tyle, może warto to sprawdzić?
Aleksander nie zaprotestował. Wzruszył tylko ramionami i przepuścił Ninę przodem.

***

Gdy dotarli do mieszkania Emilki, drzwi były otwarte na oścież. Widząc to, wilkołaki natychmiast wpadły do środka. Niebieskie oczy Aleksa patrzyły na scenerię z przerażeniem. Mężczyzna przypomniał sobie, co powiedział Ninie w kryjówce. "Kolejne spotkanie z koleżanką" - Te słowa ciążyły mu na sumieniu, gdy lustrował wzrokiem poprzewracane meble i wszechobecny chaos.
Jego ciężkie i ponure myśli przerwało ciche szlochanie. Aleksander spojrzał pytająco na Alfę, upewniając się, że się nie przesłyszał. Nina kiwnęła głową potakująco. Oboje ostrożnie obeszli kanapę. Tam ich oczom ukazała się blondwłosa młoda dziewczyna. Zwinięta w kłębek, drżała i szlochała nieprzerwanie.
- Co się stało? Kim jesteś? - Niebieskooki wilkołak starał się przemawiać łagodnie, ale w jego głosie pobrzmiewała niecierpliwość. Zlekceważył sprawę i teraz z jego winy coś mogło stać się jednemu z członków watahy. Emilce.
Jego pytania tylko pogorszyły stan dziewczyny. Nina parsknęła dezaprobująco, na co Aleksander skulił się lekko w sobie. Zazwyczaj odważny i pewny siebie, teraz przepełniał go strach.
- Hej. Potrzebujemy zabrać cię ze sobą. Wszystko będzie dobrze... - Alfa swoim opanowanym głosem starała się zachęcić dziewczynę do współpracy. Nie przyniosło to pozytywnych rezultatów, ale nie przyniosło też negatywnych.
- Potrzebujemy zabrać ją do kryjówki, wymazać pamięć i odstawić do domu. - Wyszeptała po chwili Nina, pochylając się w stronę mężczyzny. - Zwołaj resztę watahy.

***

Zimny wiatr kąsał ją po twarzy i nagiej skórze dłoni. Maenak wyciągnął ją z mieszkania tak jak stała i teraz bez żadnej kurtki, szalika ani czapki siedziała przykuta łańcuchami do jakiegoś kawałka żelastwa pod mostem. Kamil stał kawałek dalej i wpatrywał się w dal. Dopiero po dłuższej chwili odwrócił się w jej kierunku.
- No i jak podoba ci się nowy apartament? Niezłe widoki, co? Tak blisko Wisły... - Uśmiechnął się złowieszczo, podchodząc bliżej. - I temperatura także sam raz, nie sądzisz? - Puścił do niej oko i wyciągnął dłoń, chcąc pogłaskać ją po policzku. Emilka zareagowała warknięciem i próbą odgryzienia mu ręki.
- No no, niegrzeczny piesek. - Maenak pogroził jej palcem. - Widzę, że nawet w ludzkiej postaci jesteś tylko zapchlonym kundlem.
- Możesz sobie mówić co chcesz, ale dobrze wiesz, że gdy wataha się tu zjawi, nie zostanie po tobie nawet wspomnienie! - Kamil roześmiał się na te słowa. Jego śmiech sprawiał, że dziewczynie robiło się niedobrze.
- Oczywiście, oczywiście. - Machnął lekceważąco ręką. - W takim razie może zostawię cię samą, żebyś mogła dalej snuć swoje marzenia o heroicznej misji ratunkowej? Bo powiem ci szczerze, że superbohaterowie to jakoś nie moja bajka... - I z tymi słowami rozpłynął się w powietrzu.
Emilka zadrżała z zimna. Myśli o pozostałych dodawały jej otuchy, ale zimny wiatr skutecznie rozwiewał nadzieję na przetrwanie nocy. Dlatego ostatkiem sił przemieniła się, by pod futrzanym okryciem przetrwać najbliższe godziny.

_______________________________________
Takie tam krótkie... coś... przed maturą. Bo w sumie
nie wiem, kiedy znowu będę miała chwilę na napisanie
czegoś. Egzaminy na studia, wyjazdy, dużo tego.
Ale w każdym razie enjoy, chociaż nie mam poczucia,
że jest to świetny rodział.

4 komentarze:

  1. No co ty, fajnie wyszło ;3
    Aleksander troszkę się sparzył, a Emilka zamarza pod mostem. W sumie to i tak najbardziej szkoda mi Marty. Nie miała z tym nic wspólnego, a psychicznie oberwała najbardziej...
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedyne co mogę powiedzieć "przeciw" to wygląd bloga. Przy dłuższym czytaniu (te 24 rozdziały dają się we znaki), przed oczami mam same czarne literki... haha ale to pewnie kwestia gustu. Dlatego nie bierz tego do siebie :)
    Na Twoją stronę trafiłam przypadkowo i powiem szczerze, że się nie zawiodłam. Od miesięcy poszukuje iskry, która rozpali moją wenę. Dzięki Tobie poczułam, że coś się w końcu odradza. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedy kolejny rozdział bedzie

    OdpowiedzUsuń